Przyjaźń i cienie:
książka przybycia

wydawnictwo własne autora, rzeszów 2026
okładka miękka, format 135×205 mm, 350 stron
isbn 978-83-978412-1-5

– A wiesz, co ja sobie czasem myślę? – zapytał Łukasz i natychmiast sam odpowiedział, co sobie czasem myśli. – Że gdzieś tam w niebie, gdzie już niczego poznawać nie trzeba, siedzą sobie teraz razem ci wszyscy filozofowie (którzy są tam nie z powodu sukcesów, jakie tu na ziemi odniosło ich filozofowanie, lecz przede wszystkim z powodu szczerości ich osobistego pragnienia prawdy!) w jak najlepszej komitywie, a tylko rozrywką dla nich jest patrzeć z góry na to, jak tutaj na dole kłócą się zażarcie i zwalczają fanatycy jednego i bojówkarze drugiego – i mają wtedy ubaw że hej: jak zawzięcie i głupio potrafi walczyć żołnierz za sprawę, której oddał się bez reszty, a której… nigdy nie poznał tak naprawdę osobiście.
– Ale co ty mówisz, jaki żołnierz? – wtrącił Artur. – I co to znaczy, że „nigdy nie poznał tak naprawdę osobiście”?
– To byli przecież żywi ludzie – odpowiedział Łukasz. – A nasi dzielni żołnierze nigdy nie spotkali ich osobiście; i może wcale takim spotkaniem nie byli nigdy zainteresowani. I teraz walczą nie dla tych żywych ludzi, jakimi kiedyś byli ci, z których potem zrobiono totemy wojenne, ale dla swojego o nich wyobrażenia; i o ich mocy – i nie bronią oni racji człowieka, ale… jakby jakichś pół-bogów co najmniej. A z drugiej strony – jakby też nie ludzi mieli naprzeciwko w dyskusji, tylko jakieś bestie w ludzkich postaciach, istne wcielenia zła! I z filozofii robią western: ten jest dobry, a ten jest zły – niewątpliwie! Dobry nie może być ani trochę zły, a zły – nie może być ani trochę dobry. Albo-albo.
– Przesada.
– Tak, przesada – zgodził się Łukasz. – Przesadzam, specjalnie. Może aż tak głupich i zawziętych bojówkarzy, o jakich mówię, nie ma, ale – zobacz, ilu jest takich, którym do tego już niewiele brakuje. Ilu jest wyznawców, którym za wszystko wystarcza bardzo prosty dogmat: jeśli to powiedział ich guru, to na pewno jest to bzdura od początku do końca, głupota, nieprawda, albo jeszcze gorzej, zbrodnicza demagogia, a jeśli to powiedział nasz profesor – to każde jego słowo jest prawdą i tylko prawdą: na każdy temat! A wiesz, co u tych wyznawców jest najgorsze? – że oni ani trochę nie chcą być… apostołami; na to brak im odwagi. Siedzą w swoim kościele zamkniętym i ani myślą wyjść stamtąd – do ludzi. We własnym gronie zapewniają się nawzajem o swojej lepszości i tylko od czasu do czasu przez ciasne okna patrzą na resztę z wyższością i – no właśnie: z pogardą! I dopóki tak siedzą, nie ruszając się ani o krok z bezpiecznego miejsca, mogą rzeczywiście czuć się lepsi: sami sobie to mówią – że są lepsi. Wszystko wiedzą lepiej – bo są przecież po lepszej stronie; sami to sobie nieraz już powiedzieli. Zamiast wątpliwości – mają silne przekonanie.
– A ty, co? – uśmiechnął się Artur. – Ty chciałbyś być apostołem; jakiej nowiny?


kontakt: literalnie@gmail.com

PRZYJAŹŃ I CIENIE (fragment) Pobierz