Żyjąc przy Gazecie:
między chęcią a prawdą

druk własny autora, gliwice 2022
okładka miękka, format 135×205 mm, 390 stron

Tym razem udało się lepiej niż za poprzednim razem: Gazeta żyła ponad rok. To znaczy ukazywała się w druku, najpierw raz w miesiącu, a potem, zanim się skończyła – nawet dwa. A przy tej okazji, niejako za plecami Gazety i w tle jej „ukazywania się” — rodziła się ta opowieść, najpierw niemal zupełnie niezauważona (jakby nie było nikogo, kto wystarczająco uważnie chciałby patrzeć na to, co się działo „przy Gazecie”), potem jednak coraz bardziej wyraźnie, prawie rzeczywiście. By w końcu, gdy Gazeta po raz kolejny umarła, stać się jej nagrobkiem i epitafium i… ostatecznie najbardziej rzeczywistym skutkiem i sensem — choć zza grobu. Życie Gazety okazało się w ten sposób dla tej opowieści jedynie pre-tekstem. Podobnie zresztą jak życie każdego też może okazać się jedynie pre-tekstem dla kogoś, kto zechce o tym życiu — swoim lub cudzym — potem napisać lepszy tekst: porządniej i jakby mądrzej, bo z myślą o tym, co nazywa się często „większym sensem”, który to sens będzie starał się zauważyć i pokazać, lub który tylko wymyśli i zaproponuje jako ewentualnie możliwy. Na tym polega rozumienie faktów.

[…] w nadchodzących wyborach szansa na to, że „tym razem się uda – nareszcie!”, była większa niż wcześniej. Wobec tego należało tylko zapiąć sprawy na ostatni guzik, czyli zrobić – ustalić – to co najważniejsze. Nie było więc żadnego „gadania o ideach”, tylko – o nazwiskach. Kto tak, a kto – nie; kogo trzeba wziąć pod uwagę, a kto – właściwie już się nie liczy. Niewiele rozumiałem z tego, co było mówione, bo – nie wiedziałem, o kim była mowa. Zrozumiałem tylko tyle, że wśród nazwisk, które wymieniano, jedne były „o’kej”, a inne – jakby już „raczej nie”. Nie ustalano żadnej strategii ideowej („jak naszą ideę najskuteczniej zareklamować podczas kampanii?”), lecz mówiono wyłącznie o tym, kto „może się przydać”, a kto, jako ten, co „mniej może” – może już nie być brany pod uwagę. Czyli plotkowano – i wydawano wyroki. Ustalano „kolejność brania”.

Jeśli ktoś zgadza się z poglądem, że człowiek, który chciałby rzeczywiście i skutecznie, czyli mądrze i dobrze zajmować się polityką, powinien najpierw poznać to, co stanowi fundament polityki, czyli historię i filozofię – jak upierała się przy tym taka na przykład Oriana Fallaci – ten… nie, nie powiem (mimo wszystko), że jest w błędzie. Bo – wciąż tak sądzę – nie jest w błędzie. Ale ktoś taki tym bardziej powinien zobaczyć, jak wyglądają narady „prawdziwie polityczne” – czyli takie, jakiej ja sam, zdarzyło się, byłem świadkiem – żeby wiedział, że także tu, w polityce… „nie święci garnki lepią”. A czasem nawet – bardzo nie-święci!


kontakt: literalnie@gmail.com