
okładka miękka, format 130×190 mm, 190 stron
„Słowa po faktach – chwile w czasie” to zbiór tekstów z lat mniej więcej 2009–2013, z których każdy (oprócz jednego: bo ludzie mówią…) pisany był z nadzieją, że być może znajdzie się tytuł prasowy, który – mimo że żaden z tych tekstów nie dotyczył tematu „w ścisłym sensie bieżącego” – zechce to opublikować. Wszystkie one jednak – wysyłane do redakcji różnych gazet i pism – pozostały bez odpowiedzi. Być może uznane zostały – i jako takie pominięte milczeniem – za „zbyt nie-aktualne”. I być może takimi właśnie są one istotnie. Być może uznano, że są one zbyt ogólne i jako takie „nie mogą” zainteresować Czytelnika Gazet, bo ten jest taki, że chce tylko konkretnych odpowiedzi na konkretne i jak najbardziej aktualne pytania (zanim aktualność tych bardzo konkretnych pytań straci swą „datę ważności” – jutro lub pojutrze). Zresztą może także i z tego powodu uznane zostały one za nie dość „odpowiednie”, że nawet na poziomie ogólnym nie dawały odpowiedzi wystarczająco wyraźnej i „niewątpliwej” – i w tym sensie również były właśnie tym: tekstami bez (wystarczająco wyraźnej) odpowiedzi.
Być może jednak nie przyjęto tych tekstów do druku z całkiem innych powodów, które z ich „zawartością treściową” niewiele miały wspólnego lub zgoła nic. I może nie jest wcale tak, że ten, który sięga po słowo pisane – choćby to miały być głównie gazety i tygodniki – jest dzisiaj rzeczywiście tylko takim właśnie Czytelnikiem Gazet, który naprawdę potrzebuje i chce wyłącznie „ściśle aktualnych” odpowiedzi; i nieprawdą jest także to, że żyje on – i chce żyć – w świecie aż do tego stopnia „ściśle aktualnym”, że poza konkretnymi odpowiedziami co do spraw jak najbardziej dzisiejszych – więcej nie potrzeba mu już nic.
Być może…
Decydując się w końcu na to, aby teksty te wydać drukiem w formie niniejszej książeczki – a Czytelnik już sam osądzi, czy dobrze się stało, że tak się stało – uznałem, że można pozbawić je „typowo gazetowej” oprawy. Wyróżniony przed tytułem tzw. lead oraz hasłowe śródtytuły w tekście, czyli te elementy, które dla niecierpliwego Czytelnika Gazet stanowią często skrót całego tekstu (a ich szybkie przeczytanie wystarcza mu za „całą lekturę”) – wszystko to zostało tutaj pominięte. Mam bowiem nadzieję, że Czytelnik – jeśli zdecyduje się wziąć tę książeczkę „do przeczytania” – nie będzie już chciał zrobić tego „na skróty”.
Za co z góry każdemu takiemu Czytelnikowi dziękuję.
marcin pieczyrak
PS. Tekst otwierający: bo ludzie mówią… – chociaż umieszczony na początku – napisany został najpóźniej, już z myślą o wydaniu w formie bardziej trwałej, niż ma to miejsce w przypadku gazety, gdzie każdy tekst jest… już jakby ze swej natury ulotny. Dlatego ten tekst – jest dłuższy. Czytelnik Gazet na tak długi dystans być może wcale nie miałby ochoty: żeby szukać tu jakiejś „myśli głównej”, która tam jest – być może, gdzieś – do znalezienia: po drodze…
kontakt: literalnie@gmail.com